Zakładnicy „skojarzeń”...
Czy 370 tysięcy głosów daje prawo do wykluczania milionów?
Mija drugi dzień 2026 roku, a z Pałacu Prezydenckiego, zamiast noworocznej energii do zmian, wieje chłodem starej retoryki. Rządowy projekt o statusie osoby najbliższej – efekt bolesnych kompromisów, z którego wycięto nawet najbardziej podstawowe kwestie jak przysposobienie dzieci – trafił właśnie do Sejmu. Odpowiedź otoczenia prezydenta Karola Nawrockiego? Krótkie: „weto”.
Powód? Podobno projekt „źle się kojarzy”.
„To nie jest ustawa o statusie osoby najbliższej (...), tylko jest to po prostu kwestia takiej ideologii. Nie ma zgody pana prezydenta na to, aby zrównywać małżeństwo ze związkiem partnerskim.”
— Paweł Szefernaker, Szef Gabinetu Prezydenta RP (31.12.2025)
Panie Prezydencie, prawo to nie poezja, żebyśmy debatowali o skojarzeniach. To konkret. To dostęp do informacji medycznej w krytycznej chwili, to prawo do dziedziczenia wypracowanego wspólnie majątku, to wreszcie godność. Nazywanie „ideologią” chęci zabezpieczenia bytu drugiego człowieka jest po prostu nieuczciwe.
Mandat to nie monopol na rację
W orędziu noworocznym prezydent Nawrocki deklarował: „Jestem prezydentem wszystkich Polaków”. To zdanie brzmi wyjątkowo gorzko, gdy przypomnimy sobie liczby. Karol Nawrocki wygrał wybory o włos – różnicą zaledwie 369 591 głosów.
To oznacza, że niemal co drugi głosujący Polak opowiedział się za inną wizją państwa. Wypowiadanie się w imieniu „ogółu” przy tak głębokim podziale i jednoczesne blokowanie ustaw ważnych dla milionów ludzi (nie tylko par jednopłciowych, ale wszystkich w związkach nieformalnych), to nie jest sprawowanie urzędu. To partyjna obstrukcja ubrana w dostojne szaty.
Sprawdzam dla premiera
Wspieram rząd Donalda Tuska w procesie naprawy państwa, ale jako obywatelka i wyborczyni zaczynam tracić cierpliwość do tej gry w „złego i dobrego policjanta”. Skoro prezydent okopał się na pozycji obrońcy „tradycyjnych wartości” i twierdzi, że naród stoi za nim murem, to rzućmy mu wyzwanie: Referendum.
Dlaczego rząd boi się zapytać Polaków o zdanie? Referendum w sprawie związków partnerskich (lub statusu osoby najbliższej) przecięłoby ten jałowy spór. Jeśli suweren powie „tak”, prezydent straci swój jedyny argument – rzekomą wolę narodu. Jeśli powie „nie” – przynajmniej będziemy wiedzieć, na czym stoimy.
Obecny klincz służy tylko słupkom poparcia po prawej stronie. Dla tysięcy ludzi, którzy dziś żyją w prawnym niebycie, każdy dzień zwłoki to realne ryzyko i poczucie bycia obywatelem drugiej kategorii.
Panie Prezydencie, 370 tysięcy głosów przewagi to nie jest mandat do bycia sumieniem narodu. To obowiązek słuchania także tych, którzy na Pana nie głosowali. A Panie Premierze – czas na odważny ruch. Przestańmy być zakładnikami „weta w ciemno”.



Nawrocki nie jest prezydentem wszystkich, jest niepoliczony, acz zaprzysiężony.
Jest "prezydentem" z przeszłością" wstydliwą (by nie powiedzeić kryminaną), jak na tę funkcję, a z przyszłością niepewną, jeżeli dalej tak będzie wetować, to ci którzy oddali na niego głos, stracą cierpliwość. Kilka rzeczy na to się złoży, że będzie balastem dla jakiegokolwiek życia publiczngo.
Odmowę uznania związków partnerskich w XXI wieku spokojnie można uznać za ciemniactwo, a kulturowo - za Inkwizycję współżycia.
Nawrocki to ktoś zwyczajnie tępy, pomijając jego cele polityczne. Takież też jego otoczenie.
Ale to tylko wprawka.
To, co będzie się działo z ustawą budżetową, rozgrzeje nas do czerwoności, a pisowszczyznę do nieprzytomności.
Rząd musi zachowywać się spokojnie, artykułować potrzeby społeczne, trochę inaczej niż dotychczas, korzystać z autorytów i wyrażnie mówić z jakim to oszołomstwem mamy do czynienia.
Demokracja z Nawrockim musi wygrać! Innego wyjścia dla Polski nie ma, bo czeka nas zjazd w dół ze wszystkimi dla tego zjawiska negatywnymi konsekwencjami.
Jest jeszcze jedna grupa ludzi, o której pan Nawrocki zapomniał. To są ci, którzy nie wzięli udziału w wyborach. Było ich niemal 9 milionów. I teraz można uzupełnić orędzie, tylko jedna trzecia uprawnionych do głosowania Polaków opowiedziała się za Karolem Nawrockim.
Panowie z kancelarii, liczby są bezwzględne i z niczym się nie kojarzą (argument do weta), a czasy, kiedy ideologia i osobiste przekonania decydowały o losach innych ludzi dawno minęły.
Karol Nawrocki nie ma silnego mandatu do pełnienia tej funkcji, powinien liczyć się z opinią większości i Polaków, jeżeli, jak twierdzi, jest prezydentem wszystkich.
Tak, referendum będzie świetnym rozwiązaniem.