Rok sprawdzianów…
Felieton 7: „ Egzamin z prawdy. Propaganda, symetryzm i wygodne „obie strony mają rację”.
Prawda rzadko przegrywa z kłamstwem. Najczęściej przegrywa z relatywizmem.
Propaganda XXI wieku
Współczesna propaganda nie krzyczy. Nie potrzebuje plakatów ani marszów. Działa ciszej:
rozmywa odpowiedzialność,
mnoży „perspektywy”,
podsuwa wrażenie równowagi tam, gdzie jej nie ma.
Nie mówi: „to kłamstwo”.
Mówi: „to jedna z wersji”.
W 2025 roku informacyjny szum stał się najskuteczniejszą bronią – w gąszczu „półprawd” najłatwiej ukryć zbrodnię.
Symetryzm jako technika
Symetryzm brzmi uczciwie. Dojrzale. Obiektywnie. W praktyce polega na prostym zabiegu: stawia agresora i ofiarę na tej samej moralnej płaszczyźnie.
„Obie strony eskalują.”
„Prawda leży pośrodku.”
„Każdy ma swoje interesy.”
To nie analiza. To zawieszenie odpowiedzialności.
Jeśli dom płonie, symetryzm nie szuka gaśnicy – on debatuje nad tym, czy podpalacz nie miał przypadkiem trudnego dzieciństwa.
„Obie strony mają rację”
To zdanie robi dziś większą karierę niż jakakolwiek propaganda. Bo nie wymaga wiedzy. Nie wymaga stanowiska. Nie wymaga odwagi.
Jest intelektualnym wyjściem awaryjnym.
Fakty to nie opinie
Nie każda narracja zasługuje na równy czas antenowy. Nie każde stanowisko jest równorzędne. Fakty nie są symetryczne. Prawo międzynarodowe nie jest kwestią gustu. Agresja nie staje się „perspektywą”.
Gdy stawiamy kłamstwo i prawdę na tej samej półce, to nie jesteśmy neutralni. Jesteśmy po stronie silniejszego.
Neutralność w obliczu niesprawiedliwości to zawsze ciche zwycięstwo kata.
Cena relatywizmu
Relatywizm uspokaja sumienie. Pozwala mówić: „nie wiem, więc nie oceniam”. Ale demokracja nie potrzebuje sędziów absolutnych. Potrzebuje obywateli, którzy rozróżniają.
Ostateczny test
Prawda nie oczekuje entuzjazmu. Oczekuje uczciwości. Jeśli nie potrafimy nazwać rzeczy po imieniu, to nie dlatego, że są zbyt złożone. Tylko dlatego, że boimy się konsekwencji jasnego stanowiska.
W 2025 roku odróżnienie kata od ofiary stało się aktem odwagi, na który wielu po prostu przestało być stać.



Kolejny znakomity wpis.
Te sentencje winny zawędrować do podręcznika politologii, jak w polityce rozmywa się odpowiedzialność, jak się relatywizuje strony spory.
Jak polityka nie liczy się z ludźmi, że społeczeństwem, tylko jest drogą do władzy, drogą do zawłaszczania.
Taka polityka zawsze jest przeciskuteczna, i jak w wypadku Polski, prowadzi do samozagłady.